Miękkie lądowanie czy pierwszy sygnał recesji? Fed łagodzi politykę pieniężną
-
Fed niemal na pewno obniży stopy procentowe o 0,25 pkt proc., by przeciwdziałać spowolnieniu na rynku pracy.
-
Inflacja spadła do 3%, co daje Rezerwie Federalnej przestrzeń do łagodzenia polityki monetarnej.
-
Rynek oczekuje kolejnych cięć stóp do końca roku, choć Fed zachowuje ostrożność wobec ryzyka stagflacji.
Decyzja w cieniu niepewności
Najbliższe posiedzenie Rezerwy Federalnej odbywa się w atmosferze wyjątkowej niepewności. Trwające od początku października częściowe zamknięcie administracji publicznej doprowadziło do niemal całkowitego wstrzymania publikacji oficjalnych danych makroekonomicznych, w tym kluczowego raportu o zatrudnieniu. Mimo to analitycy są niemal zgodni: w środę Fed obniży główną stopę procentową o 0,25 punktu procentowego, do przedziału 3,75–4,00%.
Według szacunków rynku terminowego CME FedWatch, prawdopodobieństwo takiej decyzji sięga niemal 97%. Byłby to drugi z rzędu ruch łagodzący w tym roku, po wrześniowej obniżce stóp. W oczach uczestników rynku to wyraźny sygnał, że bank centralny kierowany przez Jerome’a Powella uznaje spowolnienie gospodarcze i pogarszającą się sytuację na rynku pracy za poważniejsze zagrożenie niż utrzymującą się, choć umiarkowaną inflację.
Eksperci zwracają uwagę, że Fed działa w warunkach niepełnej informacji. Oficjalny raport o zatrudnieniu za wrzesień nie został opublikowany z powodu zamrożenia pracy agencji rządowych, ale dane z sektora prywatnego wskazują na wyraźne ochłodzenie dynamiki zatrudnienia. Według raportu ADP liczba miejsc pracy w sektorze prywatnym spadła o 32 tysiące, a dane firm analitycznych pokazują, że wzrost zatrudnienia w całym kwartale był minimalny. Oznacza to, że rynek pracy, przez wiele miesięcy określany jako „zbyt gorący”, zaczyna wyraźnie tracić tempo.
Inflacja łagodnieje, ale ryzyko stagflacji wciąż istnieje
W centrum uwagi inwestorów znajduje się inflacja, która w ostatnich miesiącach zaczęła wyraźnie hamować. Wrześniowy wskaźnik CPI wzrósł o 3% rok do roku, co było wynikiem niższym od oczekiwań. Tak zwany wskaźnik bazowy, nieuwzględniający cen energii i żywności, wzrósł jedynie o 0,2% miesiąc do miesiąca. W praktyce oznacza to, że presja cenowa w gospodarce USA jest dużo słabsza, niż przewidywali ekonomiści.
To otwiera przestrzeń do dalszego luzowania polityki monetarnej. Fed ma bowiem tzw. podwójny mandat – dbałość o stabilność cen oraz maksymalne zatrudnienie. W sytuacji, gdy inflacja utrzymuje się umiarkowanie powyżej celu 2%, a rynek pracy słabnie, priorytetem staje się wsparcie aktywności gospodarczej.
Nie brakuje jednak głosów ostrzegających przed nadmiernym optymizmem. Część analityków wskazuje, że spadek inflacji może być tylko chwilowy, a jej struktura wciąż pokazuje trwałe źródła presji cenowej, niezwiązane z czynnikami jednorazowymi, jak cła czy energia. Inflacja wciąż pozostaje powyżej celu, a rosnące koszty pracy i potencjalne efekty drugiej rundy mogą utrudnić dalsze jej wygasanie.
Niektórzy ekonomiści zwracają uwagę, że obecna sytuacja coraz bardziej przypomina „łagodną stagflację” – okres, w którym gospodarka spowalnia, a ceny wciąż rosną szybciej, niż życzyłby sobie bank centralny. „Nie jest to scenariusz z lat 70., ale pewne jego elementy są widoczne – spowolnienie rynku pracy, rosnące zadłużenie konsumentów i uporczywa inflacja” – oceniają eksperci.
Fed między polityką a ekonomią
Jerome Powell i jego współpracownicy zmagają się nie tylko z danymi makroekonomicznymi, ale także z presją polityczną. Administracja Donalda Trumpa otwarcie apeluje o agresywniejsze cięcia stóp procentowych, argumentując, że inflacja przestała być problemem i że niższe koszty kredytu są konieczne, by pobudzić inwestycje i konsumpcję.
W samej Rezerwie Federalnej również nie ma pełnej jednomyślności. Część decydentów ostrzega, że zbyt szybkie luzowanie może podważyć wiarygodność banku centralnego i doprowadzić do ponownego wzrostu inflacji. Inni uważają jednak, że obecne warunki gospodarcze wymagają szybkiego działania. W ich ocenie, ryzyko nadmiernego spowolnienia jest dziś większe niż ryzyko przejściowego wzrostu cen.
Fed stoi więc przed klasycznym dylematem polityki pieniężnej: jak daleko można posunąć się w łagodzeniu, zanim wywoła to niepożądane skutki uboczne? Jerome Powell podkreśla, że każdy kolejny krok będzie zależał od danych napływających z gospodarki, ale te – przynajmniej do końca paraliżu administracji – są niepełne.
Analitycy twierdzą, że mimo tej niepewności rynek już „wycenił” serię trzech obniżek do końca roku. W efekcie rentowności obligacji amerykańskich spadły, a kurs dolara lekko się osłabił. Jednocześnie spadły stopy procentowe na rynku kredytowym: średnia stopa kredytu hipotecznego 30-letniego obniżyła się do 6,19%, najniższego poziomu od roku. To dobra wiadomość dla kredytobiorców, choć ekonomiści ostrzegają, że dalsze spadki są mało prawdopodobne, ponieważ rynek już zdyskontował październikową decyzję Fedu.
Czy kolejne cięcia wystarczą, by zatrzymać spowolnienie?
Zdaniem ekonomistów, środowa obniżka stóp to niemal przesądzona decyzja, ale o wiele ważniejsze jest to, co Fed zrobi w kolejnych miesiącach. Scenariusz bazowy zakłada, że w grudniu może dojść do trzeciego cięcia, jeśli dane o zatrudnieniu i inflacji nie pokażą wyraźnej poprawy.
Niektórzy eksperci wskazują jednak, że bank centralny powinien zachować większą ostrożność. Ich zdaniem obniżki stóp mają ograniczoną skuteczność w sytuacji, gdy problemy gospodarki mają charakter strukturalny – jak spadek produktywności, niedobory siły roboczej czy wysokie zadłużenie prywatne. Zbyt łagodna polityka może też prowadzić do nadmiernego wzrostu cen aktywów, szczególnie na rynku nieruchomości i akcji.
Fed rozważa także zakończenie procesu tzw. zacieśniania ilościowego (quantitative tightening), czyli ograniczania swojego bilansu. Zatrzymanie tego procesu mogłoby stanowić dodatkowy impuls dla rynków finansowych, zwiększając płynność w systemie bankowym.
Mimo łagodnego kursu polityki pieniężnej, część analityków ostrzega przed pogorszeniem jakości kredytów udzielanych przez banki komercyjne. W ostatnich tygodniach kilka instytucji poinformowało o rosnących stratach na kredytach samochodowych o podwyższonym ryzyku, co zdaniem ekspertów może być sygnałem, że gospodarka rzeczywiście wchodzi w fazę spowolnienia.
W tej sytuacji Fed musi balansować między chęcią wsparcia koniunktury a utrzymaniem stabilności finansowej. Obniżki stóp procentowych mogą krótkoterminowo złagodzić skutki spowolnienia, ale zbyt długie utrzymywanie taniego pieniądza może prowadzić do narastania nierównowag w systemie finansowym.
Rezerwa Federalna po raz kolejny znajduje się na rozdrożu. Z jednej strony, słabnący rynek pracy i łagodna inflacja przemawiają za obniżkami stóp. Z drugiej – ryzyko stagflacji i niepewność polityczna skłaniają do ostrożności. W opinii analityków, środowa decyzja będzie próbą znalezienia złotego środka: takiego poziomu stóp, który nie pogłębi spowolnienia, ale też nie podsyci inflacji.
Wszystko wskazuje, że Jerome Powell przyjmie strategię „spotkania po spotkaniu”, unikając jednoznacznych deklaracji co do dalszych kroków. W gospodarce, która coraz bardziej przypomina stąpanie po cienkim lodzie, elastyczność może okazać się największym atutem amerykańskiego banku centralnego.